Pełna chata - Fuller House

Pełna chata – Fuller House

Ciekawostki Inne

Czy wśród wielbicieli seriali istnieje jakakolwiek osoba, która nie kojarzy serialu „Full House” (pol. „Pełna chata”)?

Czy wśród wielbicieli seriali istnieje jakakolwiek osoba, która nie kojarzy serialu „Full House” (pol. „Pełna chata”)? Prawdę mówiąc, nie chce mi się w to wierzyć. Sama pamiętam, jak będąc małym brzdącem, a w telewizji leciały powtórki serialu, siadałam przed telewizorem i z uwielbieniem oglądałam każdy odcinek. Do dziś bardzo dobrze wspominam serial, a przede wszystkim ciepło bijące od bohaterów.

Pełna chata – Fuller House

Teraz do wyboru mamy naprawdę niesamowitą ilość tytułów, a platformy internetowe prześcigają się w podsuwaniu nam coraz to nowych pozycji, a jednak, decyzja, co oglądać jest naprawdę trudna. Mimo całego tego olbrzymiego wyboru, brakowało mi serialu, który by w równie ciepły i zupełnie niezobowiązujący sposób opowiadał o losach zwykłej rodziny. I właśnie w takim momencie, kiedy myślałam, że jednak nie mam co oglądać, Netflix postanowił wypuścić kontynuację „Full House” z bardzo zgrabnym tytułem w formie gry słownej- „Fuller House”.

W „Fuller House” głównymi bohaterkami są dorosłe już DJ i Stephanie Tanner i ich sąsiadka, Kimmy, które wraz z rodzinami mieszkają w domu rodzinnym Tannerów. Niestety, brakuje dużej już Michelle, za to innych bohaterów, jak np. wciąż przystojnego wujka Jesse’go, możemy gościnnie oglądać na ekranie. „Fuller House” jest doskonałą propozycją nie tylko dla wielbicieli „Pełnej chaty”, ale także dla tych, którzy po całym dniu pracy marzą, by odetchnąć przy naprawdę miłym dla oka serialu. Pozycja jest niesamowicie ciepła, rodzinna, może czasem zbyt naiwna i infantylna, ale w prosty i bezpośredni sposób pokazuje widzom, że zawsze, ale to zawsze rodzinę należy stawiać na pierwszym miejscu i że miłość potrafi być bezwarunkowa. Bywały momenty, że w trakcie oglądania w oku zakręciła mi się łezka, i takie, że roześmiałam się w głos. I ani na chwilę nie chciałam odrywać się od ekranu, a odcinki leciały jeden za drugim. I oczywiście, było ich za mało!

Gdy dopada Cię chandra, gorsze samopoczucie, lub natłok negatywnych emocji wokół, zapewniam Cię, że „Fuller House” tak zupełnie zwyczajnie podniesie Cię na duchu choć na chwilę.

Artykuł powstał dzięki portalowi Prawo zemsty

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o